środa, 16 października 2013

Informacja

Hej.
Tak więc chcę powiedzieć, że zawieszam na razie bloga i nie wiem czy kiedykolwiek znów zacznę na nim pisać. Brakuje mi weny, a poza tym nie mam talentu i szczerze to nie wiem dlaczego w ogóle zaczęłam pisać.
No to pa!

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 5

*Oliwia*
     Jazdę autokarem miałyśmy już za sobą, jednak to właśnie teraz czekało nas najgorsze - przydzielenie do grup i pokoi.
     Po zostawieniu walizek i toreb w ciemnym schowku hotelowym wszyscy poszliśmy za recepcjonistką do ogromnego pomieszczenia przypominającego mi teatr. I może rzeczywiście nim było? Przy ścianie najbardziej oddalonej od drzwi znajdowała się ogromna scena, teraz w znacznej części zasłonięta kurtyną. Przed nią natomiast rozciągały się niezliczone ilości krzeseł obitych szkarłatnym materiałem. Nigdy nie słyszałam o czymś takim w hotelu! Nie chcąc narobić sobie obciachu zacisnęłam usta w wąską linię i zakazałam sobie cokolwiek mówić na temat tego jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie ta sala.
     Kiedy każdy zajął już sobie miejsce (ja oczywiście siadłam obok Alicji, Oli i Angelici) światła rozbłysły, a na scenę weszło pięciu chłopaków składających się na One Direction. Nie obyło się oczywiście bez gromkich braw, które skomentowałam jedynie wywróceniem oczu.
     - Okej - po sali rozbrzmiał głos Liama - Teraz wy jesteście cicho, a my mówimy - zarządził, a ja otworzyłam szerzej oczy widząc jak niektóre z dziewczyn potulnie kiwają głowami - Wiedzcie, że dobrze was stąd widzimy, więc nie chcę zobaczyć, że ktoś nas nie słucha - zmarszczył czoło i chyba próbował wyglądać groźnie. Ja natomiast starałam się stłumić śmiech.
- Każdy nas zna - Harry uśmiechnął się na co kilka fanek westchnęło - więc chyba nie musimy się przedstawiać, a teraz przydzieleni zostaniecie do grup, których opiekunami będziemy my.
- Ale nie martwcie się. Będziecie mieli zajęcia z każdym z nas - dodał Niall, a mi zachciało się wymiotować.
     "Spełnienie marzeń"- pomyślałam z sarkazmem, ale by nie denerwować przyjaciółek postanowiłam nie dzielić się z nimi tą myślą.
     Potem Zayn jak przykładny wychowawca wyciągnął z kieszeni spodni sfatygowaną kartkę i zaczął wyczytywać nazwiska osób z poszczególnych grup. A więc od dziś jestem pod opieką jednego z tych pięciu debili. Gdyby tylko moja mama wiedziała...
     Chwila moment.
     - Dziewczyny. Nie jesteśmy w tej samej grupie - ogłosiłam przerażona
     - Mam nadzieję, że wszyscy są zadowoleni - powiedział Louis na koniec i pomachał nam jak jakiś kretyn. Oj, przepraszam, on jest kretynem.
- Zgłaszam sprzeciw - Ala wrzasnęła tak głośno, że aż się wzdrygnęłam. Mogła mnie przynajmniej ostrzec!
- Sprzeciw? - spytał Liam, a jego brwi powędrowały do góry. Tego się chłopak nie spodziewał.
- Tak - odpowiedziała mu patrząc na niego wyzywająco
- Ja też! - siedząca obok mnie Ola wstała dołączając do Alicji
- I ja! - Anita pewnie poszła w ślady przyjaciółek
     Cholercia. Czyli nie pozostawiły mi wyboru. Też będę musiała to zrobić. Nie to, że nie chcę być z nimi w grupie czy coś, ale... postawcie się w moim miejscu. Jeśli teraz to zrobię pięćdziesiąt par oczu skieruje się prosto na mnie. Grr... Chyba nie ma nic gorszego dla osoby, która jest tak nieśmiała jak ja.
     - No dobra. Ja też - wymamrotałam wreszcie niechętnie
- Poczekajcie. Sprawdzimy czy da się coś zrobić - powiedział Harry patrząc na nas z jakimś dziwnym błyskiem w oku. Złośliwym błyskiem.
      A potem zespół znikł. Tak po prostu wyszli stamtąd olewając nas i te wszystkie fanki sikające ze szczęścia w gacie. Ohyda!
      Pojawili się po jakiś pięciu minutach kiedy zrozpaczone dziewczyny formowały ekipę poszukiwawczą. Nie pytajcie, tego się nie da ogarnąć. Na twarzach przyklejone mieli wredne uśmieszki i patrzyli na nas tak jakbyśmy były jakimiś głupimi dzieciakami.
     - Bardzo nam przykro - teraz to Niall zabrał głos - ale nie będziecie razem w grupie.
- Może niech wypowiada się najgłupszy członek zespołu, co? - odpyskowała mu od razu Ola
- Niall wcale nie jest głupi! - krzyknął Zayn patrząc na nas w taki sposób jakby miał nas zaraz zamordować
- Tak czy tak nie będziecie razem tylko tak jak was przydzieliliśmy - skwitował Harry
- I dostajecie karę. Przez następny tydzień pomagacie w kuchni obierać marchewki - dorzucił Louis na koniec, a potem zapadła ciemność.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 4

*Oliwia*
     Nieco skrzywiona przyglądałam się siedzącym wraz z nami w autokarze dziewczynom. Praktycznie każda z nich mówiła o czymś z podekscytowaniem wzmacniając swoje słowa gestami. W pojeździe panował chaos i zgiełk - nie było osoby, która mogłaby jakoś uspokoić te rozhisteryzowane fanki. Jedynym dorosłym był kierowca, ten jednak ukrył się za szklanym drzwiczkami, a w uszy włożył słuchawki. Szczerze mówiąc nie dziwiłam mu się - na jego miejscu postąpiłabym podobnie (oczywiście gdybym wcześniej nie uciekła widząc taki tłum wariatek).
     Mimo wszechobecnego harmidru między mną i Olą zalegała cisza. Cisza, której żadna z nas nie znała, bo w swoim towarzystwie nie mogłyśmy przestać rozmawiać. Ta gęsta i napięta atmosfera pojawiła się już wcześniej, ale każda z nas stłumiła ją śmiechem. Dopiero teraz, gdy Angelica wraz z Alą siedziały kilka rzędów siedzeń za nami stała się zauważalna. A wiecie co było w tym wszystkim najgorsze? To, że wszystko stało się przeze mnie - właśnie wtedy kiedy zaczęłam wydzierać się na Alę.
     W końcu, biorąc uprzednio kilka głębokich wdechów, przerwałam milczenie:
- Dlaczego tu są same dziewczyny? I do tego takie nienormalne? - zrobiłam cierpiętniczą minę
- Nie same - przyjaciółka pokręciła głową - Tam, na samym przodzie - wskazała palcem we wspomnianym wcześniej kierunku - siedzi czwórka chłopaków. I z tyłu jest jeszcze chyba z pięciu.
- To dobrze. Czy wyglądają na normalnych? - spytałam trzymając w myślach kciuki
- Chyba tak - Ola wzruszyła ramionami po czym pochyliła się by wyszeptać mi coś do ucha - Jeden jest podobny do tego Janusza od Angel.
     Na te słowa obie wybuchłyśmy głośnym śmiechem, ale nikt nie zwrócił na nas uwagi. Każdy pochłonięty był dyskusją na temat "wspaniałego 1D". Wtedy właśnie stwierdziłam, że kłótnia skończona, a wszystko co było odeszło w niepamięć. Teraz pozostało jeszcze znów wkraść się w łaski pozostałych dwóch przyjaciółek

*Angelica*
     Siedziałyśmy z Alą prawie na samym tyle, ale były to dobre miejsca - idealne do obserwowania otoczenia. Zamiast ludzi zaczęłam jednak od wnętrza luksusowego autokaru. Pojazd miał przyciemniane szyby i siedzenia obite jasną, przyjemną w dotyku skórą. Niedaleko nas znajdował się barek, a trochę dalej toaleta. W zagłówku każdego fotela wbudowany był nieduży tablet i byłam pewna, że jest tu też wi-fi. Cały czas nie mogłam wyjść z podziwu - Ci chłopacy musieli być naprawdę strasznie dziani. Po dokładnej analizie każdego przedmiotu postanowiłam zająć się ludźmi, było nas około pięćdziesięciu w tym jedenastu chłopaków. Większość dziewczyn stanowiły walnięte Directionerki nie mogące się uspokoić po spotkaniu ze swoimi głupimi idolami. Dobrze, że Ola się tak nie zachowywała.
     - Wiesz może gdzie oni są? - z zamyślenia wyrwał mnie głos siedzącej obok mnie Alicji
- Jacy "oni"? - spytałam marszcząc czoło.
     Dziewczyna zniecierpliwiona przewróciła oczami, a potem z głośnym westchnieniem rzuciła jak gdyby od niechcenia:
- No One Direction.
- Nie mam pojęcia - odpowiedziałam tylko - A dlaczego tak cię to interesuje - spytałam po chwili bacznie przyglądając się koleżance. Od kiedy ten zespół ją obchodzi? Czy źle pamiętam, że byłaby pierwszą osobą, która ustawiłaby się w kolejce do wydrapania im oczu?
- Nieważne. Zapomnij - zbyła mnie machnięciem ręki, a ja więcej już o to nie pytałam. Nie lubiłam być natrętna.
     Nie mogłam jednak nie zauważyć jak cały czas wyciągała szyję by lepiej móc widzieć drzwi i jak jej oczy raz po raz szukały kogoś w tłumie.


Dobrzee. Rozdział jest. Przepraszam, że ostatnio takie długie przerwy, ale nie mam weny ;(
Ostatni rozdział schrzaniłam totalnie i ten pewnie też nie jest lepszy.
No i proszę o jakąś motywację do częstszego pisania jeśli rzeczywiście się Wam to podoba.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 3

*Oliwia*  
     Szczerze mówiąc to było już dla mnie przegięcie. Przecież to miał być wymarzony czas, a nie calutkie cztery tygodnie użerania się z jakąś piątką idiotów.
     Najchętniej wróciłam bym do domu, do Polski, ale musiałam wykluczyć tą opcję. Rodzice zabiliby mnie za to, bo i tak wydali mnóstwo pieniędzy na ten obóz. Z resztą miałabym wracać z miejsca, w którym zawsze chciałam się znaleźć z powodu jakiejś bandy debili? Nie ma mowy.
- To twoja wina - całą frustrację postanowiłam przelać na Alę. Należało jej się - Zamawiasz jakieś dziwaczne kolonie, o których nic nie wiesz!!
- Uspokój się - Angelica złapała mnie za ramię - Nie może być przecież aż tak źle.
- Serio? Jesteśmy na koloni z One Direction!! Cudownie! - syknęłam
- Przecież mamy siebie, nie? - pocieszała Ola - Będzie bekowo.
     Przez te ich miłe słówka złościłam się jeszcze bardziej i gdyby nie mocny chwyt Angel już dawno wydrapałabym każdej z nich oczy.
     Dobra, pewnie bym tego nie zrobiła, ale cicho.
     Tak czy tak nic nie usprawiedliwiało ich wkurzającego zachowania.
     - O czym one mówią? - spytał Niall przypominając gdzie i Z KIM jestem
- A skąd mam wiedzieć? - Liam wzruszył ramionami
- Nic nie rozumiem - Blondyn zmarszczył czoło. W internecie najwidoczniej nie kłamią - on jest głupi.
- Może dlatego, że nie gadają po naszemu? - Zayn wzniósł oczy do nieba
- Mówcie po naszemu - rozkazał Niall - Nic nie rozumiemy.
- Spadaj - zmrużyłam wściekle oczy - Nie twój interes o czym gadamy.
- Jesteście na naszym obozie i macie mówić po angielsku - Blondyn zignorował czy raczej nie zauważył mojej złości
- Nie. Jestem z Polski i nie zabronisz mi mówić w moim ojczystym języku - uniosłam wyżej głowę. Zaraz po tym oberwałam w brzuch - Co ty odwalasz, Ala?
- Zamknij się - wycedziła przez zęby, a zaraz potem uśmiechnęła się milutko do zespołu - Nie zwracajcie na nią uwagi.
     Właśnie kiedy moje usta otwierały się by wypowiedzieć jakąś ciętą ripostę Harry spojrzał na zegarek i oświadczył, że czas się zbierać. Jak na komendę trójka chłopców ruszyła za nim, a z nami pozostał Zayn.
     - No to chodźcie po walizki - rzucił i ruszył w stronę wejścia , przepychając się między ludźmi robiącymi mu co chwilę zdjęcia.
- Z walizkami będzie problem - wymamrotałam wiedząc dobrze, że nasze bagaże były... więcej niż ciężkie.
- Co? - Brunet nie dosłyszał moich słów
- Nieważne - przewróciłam oczami - I tak zaraz sam zobaczysz.
     Kiedy doszliśmy do "schowka" na mojej twarzy gościł już złośliwy uśmieszek. Nie mogłam doczekać się miny Zayna. Wiem, wiem. Jestem wredna.
     Chłopak bez wahania, silnym szarpnięciem otworzył drzwi. W spokoju zapalił światło i... po prostu szczęka mu opadła. I to dosłownie.
- Ja pierdolę - zaklął - Nie jestem pewien czy to się zmieści... - zdenerwowany przeczesał palcami włosy i zaczął przestępować z nogi na nogę - Zadzwonię po kogoś - wreszcie go olśniło.
     Wyciągnął więc z kieszeni telefon i nie zwracając uwagi na nas płaczące ze śmiechu, wykręcił numer.



Rozdział jest, a ja muszę się przed Wami wytłumaczyć. Mam ogromną nadzieję, że wybaczycie mi moją długą nieobecność. No wiecie - są wakacje co oznacza wyjazdy, brak dostępu do neta itp.
Teraz jednak sugeruję wchodzić na bloga częściej, bo mam zamiar nadgonić moje zaległości :D

Jak zwykle mi wyszło do dupy, ale co tam. Może to potem poprawię.

Zapraszam do komentowania!!!

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 2

*Oliwia*
     Porobiłyśmy sobie miliony zdjęć z najróżniejszymi celebrytami. Nie odpuściłyśmy nawet zdjęcia z Justinem Bieberem. Tak, tak. Zgadzam się, nie jesteśmy zbytnio normalne.
- Patrz !!! Mój mąż !!! - wydarła się nagle Ola wskazując palcem na jedną z figur. Najpierw zupełnie nie wiedziałam kogo jej chodzi, ale bardzo szybko zorientowałam się z czyjego widoku tak bardzo ucieszyła się koleżanka.
- One Direction? Naprawdę? - spytała Ala patrząc na nią z dezaprobatą.
- No co? - wzruszyła ramionami
- Nieważne - Blondynka pokręciła z rezygnacją głową
- Wiesz, że właśnie nazwałaś Louisa swoim mężem? - zauważyłam z chytrym uśmieszkiem na twarzy- Wreszcie się przyznałaś!
- Nie prawda - pokazała mi język
- Właśnie, że tak - wtrąciła Angelica, a jej usta wykrzywiły się w uśmiechu
- A ty się nie śmiej, Angel. Twój mąż też tam jest - wyszczerzyłam się i pociągnęłam przyjaciółki w stronę sobowtórów zespołu.
     Już po chwili stałyśmy przed figurami śmiejąc się jak wariatki. Nie mogłyśmy przecież przegapić okazji na fotkę z zespołem, z którego naśmiewałyśmy się przez cały rok szkolny. Jedynie Ala cały czas przewracała oczami.
- Nie bądź taka - szturchnęłam ją lekko - Nikt cię tu nie zobaczy - zaczęłam kusić
- Boże, dobra ! - krzyknęła wreszcie wznosząc ręce w geście poddania - Ale kto Wam zrobi zdjęcie?
- Nam - poprawiłam - Ja nikogo nie proszę!
Po mojej deklaracji od razu usłyszałam dziewczyny:
- I ja!
- Ja też nie!
Wszystkie spojrzałyśmy na Olę.
- Powiedziałaś ostatnia - rzuciłam - Poproś kogoś.
- Nie będę robić z siebie idiotki - podniosła nieco głos
- No Olaaa. Nie wstydź się. Idź do niego - wskazałam głową na jakiegoś młodego mężczyznę stojącego nieopodal nas.
- Nie - odpowiedziała
- Proszę - popatrzyłam na nią błagalnym spojrzeniem - Będzie beka.
- Dobra - zgodziła się wreszcie - Ale następnym razem wy prosicie - dorzuciła po chwili i nieco zdenerwowana ruszyła w stronę wskazanego wcześniej przeze mnie faceta.
     Stałyśmy obok pięciu figur i zastanawiałyśmy się jak się mamy właściwie ustawić. W końcu zdecydowałyśmy się na jakieś neutralne pozy i uśmiechnęłyśmy się głupio w stronę obiektywu. Właśnie wtedy poczułam jak coś (albo ktoś) łapie mnie w talii. Zamiast jak normalny i cywilizowany człowiek sprawdzić co to, ja odskoczyłam jak najdalej krzycząc przy tym jak osoba niespełna rozumu. Na moje szczęście dziewczyny zareagowały podobnie, nawet "ta dojrzała" Angelica.
     Prawdziwy szok przeżyłam jednak kiedy się odwróciłam. Za mną stała piątka chłopców niemalże tarzających się po podłodze ze śmiechu. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę! One Direction we własnych osobach!
- Zaraz padnę na zawał - skomentowała Ola, stojąca jako jedyna tyłem do zespołu.
- W takim razie się odwróć - powiedziałam z niedowierzaniem przecierając oczy
     Od tamtego momentu wszystko potoczyło się bardzo szybko. Dziewczyna bez wahania spełniła moją prośbę, a kiedy tylko ujrzała to co my po prostu upadła na twarz! Jako dobre przyjaciółki rzuciłyśmy się jej na pomoc. Ludzie zebrali się wokół nas i robili zdjęcia chłopakom, nikt jednak nie zechciał nam łaskawie pomóc. W tym całym chaosie udało mi się zauważyć jednak przerażone miny całego One Direction.
- Odsunąć się - ryknął ktoś przepychając się przez tłum w naszą stronę - Mam kurs pierwszej pomocy! - dopiero kiedy zobaczyłam jego twarz zorientowałam się, że głos należy do Louisa
     Dobrze wiem, że nie było w tym wszystkim nic śmiesznego, ale po prostu nie potrafiłam powstrzymać śmiechu, gdy chłopak pochylił się nad Olą i zaczął delikatnie klepać ją po twarzy.
- Hej - delikatnie nią potrząsnął, a ja po raz kolejny wybuchłam śmiechem. Starałam się ignorować zabójcze spojrzenia jakie rzucali mi niektórzy. Szczerze to dzięki niespełnionej miłości Angelici byłam nieco doświadczona w niezauważaniu "złowieszczych zezów". Ku mojemu zdziwieniu po chwili wraz ze mną zaczął śmiać się Niall.
- Dobrali się. Oboje jesteście tak samo nienormalni. - zauważył Liam marszcząc brwi. Ta uwaga nieco mnie speszyła, ale nie powstrzymała mojego śmiechu.
- Idioci - burknęła pod nosem Ala
     Całą tą "kłótnię" przerwała Ola kiedy wreszcie się ocknęła. Mówię wreszcie, bo moim zdaniem Lou za bardzo się z nią cackał. Gdybym to ja była na jego miejscu dziewczyna obudziłaby się w ciągu zaledwie kilku sekund.
- O mój Boże - wyszeptała patrząc w oczy swojemu wybawcy - A więc to nie sen? - spytała patrząc na nas
- Wygląda na to, że nie - odpowiedziała Angelica krzywiąc się
     - Żyje ! Ona żyje - zaczął się nagle drzeć Louis - To ja ją uratowałem - napuszył się jak paw i zaczął pozować do zdjęć. Co za debil!
- Daj już spokój Tommo - Zayn szturchnął go by pomógł wstać Oli.
     Wtedy między nami zapadła dość niezręczna cisza, podczas której mierzyliśmy się nawzajem spojrzeniami. Czy ja o czymś nie wiem, to jakiś konkurs? Milczenie przerwała Alicja:
- Czy was pojebało? - zaklęła wściekle - Waszym hobby jest nabijanie się z ludzi?
- Tak - powiedzieli chórem chłopcy, nawet nie zastanawiając się nad odpowiedzią.
W tamtym momencie na język cisnęły mi się słowa w stylu "Skontaktujemy się z naszymi prawnikami", ale jakaś inteligentna część mnie kazała mi się nie odzywać. Chyba dobrze, że jej posłuchałam.
- Gdybyście widziały swoje miny - Harry zaczął nas przedrzeźniać, a pozostała czwórka chłopców postanowiła pójść w jego ślady.
- Idioci - skomentowała Ola
- Chamy - dorzuciłam
- Może i tak, - na buzi Louisa wykwitł wredny uśmiech - ale będziecie musiały się jeszcze trochę z nami pomęczyć.
Popatrzyłyśmy najpierw na siebie, a później na nich pytającym wzrokiem.
- Witamy na naszej koloni !!! - krzyknęła cała piątka i wtedy poczułam jakbym to ja miała zaraz zemdleć.


Dobra ludziska. Rozdział jest.
Chcę Was bardzo, bardzo, bardzo mocno przeprosić za moją długą nieobecność. Jestem taka leniwa... Obiecuję Wam jednak dodawać rozdziały jak najczęściej!
Dalej. Podoba Wam się nowy wygląd bloga?
Komentujcie!!!

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 1

Hej. Dzisiaj notka ode mnie z początku, bo muszę wspomnieć o czymś ważnym. Jak pewnie zaraz zauważycie niektóre zdania napisane są pochyłą czcionką. Oznacza to, że zdania te wypowiadane były w języku angielskim. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was zbytnim utrudnieniem w czytaniu. Jeśli ktoś by miał jakiś pomysł jak to inaczej zrobić to proszę pisać !
Kolejna sprawa to, jak dla mnie, wiele wyświetleń. Mam nadzieję, że ani Z ani Y nie nabija ich specjalnie. Jeśli nie to wielkie dzięki każdemu kto wszedł i przeczytał !!!
To chyba wszystko, więc miłego czytania!!! Nie zapomnijcie o komentarzach ;P

*Oliwia*
     Mknęłyśmy taksówką poprzez ulice Londynu. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę i raz po raz szczypałam się mocno w ramię by uświadomić sobie, że nie śnię.
     - Jesteśmy - z zamyślenia wyrwał mnie głos kierowcy. Wyjrzałam przez okno, ale prócz tłumu ludzi nie widziałam kompletnie nic - To na pewno tutaj? - spytałam z powątpiewaniem
- Ja nie widzę tutaj żadnego muzeum - dorzuciła Ala, która zdążyła już wysiąść z auta
- Tak, na pewno - warknął mężczyzna - Idźcie cały czas prosto w górę ulicy, ja nie mogę już dalej jechać.
-Świetnie - mruknęłam niezadowolona pod nosem, wręczyłam kierowcy zwitek banknotów i podobnie jak moje przyjaciółki wyszłam z samochodu.
     Musiałyśmy wyglądać komicznie - obładowane walizkami, torbami, plecakami i nie wiadomo czym jeszcze szłyśmy dość zatłoczoną ulicą. Ludzie zbyt często rzucali nam dziwne spojrzenia. Wszystkie moje uczucia, od zakłopotania do upokorzenia, Ola umieściła w trzech słowach :
- Co za wstyd. - każda z nas chcąc się z nią zgodzić wybuchła śmiechem
- Oj tam, przynajmniej będą wspomnienia - stwierdziła Angelica. Jak na komendę zaczęłyśmy śmiać się jeszcze głośniej. Był to "firmowy" tekst przyjaciółki, który zawsze okropnie nas bawił.
     Dopiero po pół godzinie udało nam się dojść do muzeum. Droga wcale nie była długa, ale ciągłe napady głupawki i tłum ludzi w doskonały sposób uniemożliwił nam szybkie dotarcie do celu..
     Weszłam do budynku z uporczywym pytanie w głowie - Co za idiota ustala Muzeum figur woskowych jako miejsce zbiórki? Okey, szczerze powiem, że naprawdę chciałam je zwiedzić, ale z walizkami? Nieco bez sensu. Po wejściu do środka wszystkie moje obawy jakby wyparowały. Znalazłyśmy się w dużym, jasnym i przestronny holu. Już na wejściu powitał nas sobowtór Michaela Jacksona. Tuż obok niego stał Barack Obama. Z lewe strony dostrzegłam kasy, a tuż obok  ich wejście na wystawę.
- Kibel! - pisnęła Ala, a ja podążyłam za jej wzrokiem - Popilnujcie moich rzeczy - dodała i już jej nie było. My natomiast stałyśmy w trójkę, na środku przejścia nie wiedząc za bardzo co ze sobą zrobić. Na instrukcje nie czekałyśmy na szczęście długo. Po chwili podeszła do nas kobieta w średnim wieku o długich kasztanowych włosach i sztucznym uśmiechu. Miała na sobie czarną marynarkę i spódnicę za kolano, a w ręce trzymała kartkę.
- Witam - zaczęła - Nazywam się Mary Fisher i mam do was pytanie, mianowicie chcę wiedzieć jak się nazywacie. - spojrzała na nas wyczekująco.
Dopiero po kilku minutach zorientowałyśmy się o co chodzi.
- Aaa - zrozumiała Ola i szybko podała nasze nazwiska - Jedna jest w toalecie - dodała kiedy kobieta uniosła z powątpiewaniem brwi. Spojrzała w, jak się później dowiedziałam, listę uczestników koloni i rzekła:
- Doskonale. Nie mam zbytnio czasu, więc jeśli możecie to przekażcie koleżance to co teraz wam powiem - w tym momencie zgodnie pokiwałyśmy głowami - Od teraz macie 1,5 godziny na zwiedzenie Madame Tussauds. Wejście macie oczywiście za darmo. Proszę was o pozostawienie rzeczy w tamtym pomieszczeniu - gestem ręki wskazała na drugie drzwi na lewo od WC - Miłego zwiedzania - rzuciła na koniec po czym odeszła szybkim krokiem.
- Coś mnie ominęło? - usłyszałam za sobą głos Ali, więc odwróciłam się w jej stronę.
     Pospiesznie powtórzyłyśmy dziewczynie wszystko czego się dowiedziałyśmy, odstawiłyśmy walizki do zastawionego już torbami oraz plecakami małego pomieszczenia i ruszyłyśmy zwiedzać.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Prolog

*Oliwia*
- Ala! - pisnęła Angelica kiedy ujrzała idącą w naszą stronę przyjaciółkę. Wszystkie nieco niezdarnie przytuliłyśmy się, a potem zaczęłyśmy się dzielić najnowszymi rewelacjami z naszego życia (które nie było zbyt ciekawe). Przez wszystkie głosy przebił się krzyk Alicji:
- Znalazłam kolonię - zaczęła szczerząc się do nas - Taką naprawdę zajebistą!
- Gdzie? - spytałam od razu - I za ile? - znając dziewczynę ta kolonia mogła kosztować nagle kilka tysięcy...
- W Londynie - kąciki jej ust uniosły się do góry - Czaicie? W Londynie - dobitnie podkreśliła ostatnie słowo
- W Londynie? Serio? - nie mogłam powstrzymać uśmiechu
- Serio! - odpowiedziała
- Ja też się oczywiście cieszę, ale ile to kosztuje? - na ziemię sprowadził nas głos Oli
- A więc tak - zaczęła pomysłodawczyni - to jest naprawdę fajna kolonia. Będziemy mieszkać w czterogwiazdkowym hotelu, w pokojach są łazienki, będziemy zwiedzać miasto, będą lekcje gry na gitarze... - wyliczała
- Za ile to jest, Ala? - powtórzyła wcześniejsze pytanie Angelica. Jej stanowczy głos zmusił dziewczynę do udzielenia odpowiedzi
- Tym się akurat nie martwcie - zbyła wszystko niedbałym machnięciem ręki
- Czemu? - uniosłam brew patrząc na nią pytająco
- Bo wasi rodzice już zapłacili - roześmiała się
     W tym momencie ja, Ola oraz Angelica popatrzyłyśmy na siebie zdziwione. Jestem pewna, że po głowie chodziły im te same myśli co mi.
Dlaczego nikt rodzice tego z nami nie skonsultowali?
Dlaczego nikt nam nie powiedział?
I czy to przypadkiem nie jest jakiś żart...
                                                                     ***
     Wszystko okazało się na szczęście prawdą. Byłam tak cholernie szczęśliwa, że spędzę calutkie cztery tygodnie w Londynie... do tego z przyjaciółkami !!!
     Miesiące czekania mijały jednak wolno. Zbyt wolno. Każdego dnia każda z nas myślała tylko o jednym - Londyn, Anglia !!! To nie jest sen.




Hejo. Jak widać prolog napisany ;)
Zaskoczyła mnie ilość wejść na tego bloga, zwłaszcza, że widzą o nim tylko dwie osoby... Czyżby ktoś go odkrył ;o
Niee, raczej nie.
Dobra drogie panie Y i Z. Pod tym mają być dwa komentarze, bo nie ujrzycie kolejnych części tego opowiadania ;D

czwartek, 30 maja 2013

Witam xD

Jak oficjalnie zaczęłam. Jak nie ja ;P
Dobra. Czas się przedstawić.
Mam na imię X i mieszkam w Polsce. Tyle każdy wiedzieć powinien.
Blog jest założony specjalnie dla moich dwóch przyjaciółek - Y i Z.
Tak, tak. Dość tajemniczo, ale to taka nasza mała tajemnica.
Co z tego, że każdy może ją poznać?

Na blogu zamieszczać będę historię o czwórce nieco nienormalnych dziewczyn, które przez zupełny przypadek znajdują "to czego każdy szuka" w przepięknym Londynie.
Opowiadanie pisane jest pół żartem pół serio, więc nie bierzcie wszystkiego na poważnie.

Jeszcze pytanie do szanownych Y oraz Z : Jak chcecie się nazywać? ;D

Ludzi, którzy jakimś cudem tu trafią zapraszam do komentowania ;)

No i kit, że nie potrafię pisać.
Ja właściwie nic nie potrafię xD