*Oliwia*
Porobiłyśmy sobie miliony zdjęć z najróżniejszymi celebrytami. Nie odpuściłyśmy nawet zdjęcia z Justinem Bieberem. Tak, tak. Zgadzam się, nie jesteśmy zbytnio normalne.
- Patrz !!! Mój mąż !!! - wydarła się nagle Ola wskazując palcem na jedną z figur. Najpierw zupełnie nie wiedziałam kogo jej chodzi, ale bardzo szybko zorientowałam się z czyjego widoku tak bardzo ucieszyła się koleżanka.
- One Direction? Naprawdę? - spytała Ala patrząc na nią z dezaprobatą.
- No co? - wzruszyła ramionami
- Nieważne - Blondynka pokręciła z rezygnacją głową
- Wiesz, że właśnie nazwałaś Louisa swoim mężem? - zauważyłam z chytrym uśmieszkiem na twarzy- Wreszcie się przyznałaś!
- Nie prawda - pokazała mi język
- Właśnie, że tak - wtrąciła Angelica, a jej usta wykrzywiły się w uśmiechu
- A ty się nie śmiej, Angel. Twój mąż też tam jest - wyszczerzyłam się i pociągnęłam przyjaciółki w stronę sobowtórów zespołu.
Już po chwili stałyśmy przed figurami śmiejąc się jak wariatki. Nie mogłyśmy przecież przegapić okazji na fotkę z zespołem, z którego naśmiewałyśmy się przez cały rok szkolny. Jedynie Ala cały czas przewracała oczami.
- Nie bądź taka - szturchnęłam ją lekko - Nikt cię tu nie zobaczy - zaczęłam kusić
- Boże, dobra ! - krzyknęła wreszcie wznosząc ręce w geście poddania - Ale kto Wam zrobi zdjęcie?
- Nam - poprawiłam - Ja nikogo nie proszę!
Po mojej deklaracji od razu usłyszałam dziewczyny:
- I ja!
- Ja też nie!
Wszystkie spojrzałyśmy na Olę.
- Powiedziałaś ostatnia - rzuciłam - Poproś kogoś.
- Nie będę robić z siebie idiotki - podniosła nieco głos
- No Olaaa. Nie wstydź się. Idź do niego - wskazałam głową na jakiegoś młodego mężczyznę stojącego nieopodal nas.
- Nie - odpowiedziała
- Proszę - popatrzyłam na nią błagalnym spojrzeniem - Będzie beka.
- Dobra - zgodziła się wreszcie - Ale następnym razem wy prosicie - dorzuciła po chwili i nieco zdenerwowana ruszyła w stronę wskazanego wcześniej przeze mnie faceta.
Stałyśmy obok pięciu figur i zastanawiałyśmy się jak się mamy właściwie ustawić. W końcu zdecydowałyśmy się na jakieś neutralne pozy i uśmiechnęłyśmy się głupio w stronę obiektywu. Właśnie wtedy poczułam jak coś (albo ktoś) łapie mnie w talii. Zamiast jak normalny i cywilizowany człowiek sprawdzić co to, ja odskoczyłam jak najdalej krzycząc przy tym jak osoba niespełna rozumu. Na moje szczęście dziewczyny zareagowały podobnie, nawet "ta dojrzała" Angelica.
Prawdziwy szok przeżyłam jednak kiedy się odwróciłam. Za mną stała piątka chłopców niemalże tarzających się po podłodze ze śmiechu. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę! One Direction we własnych osobach!
- Zaraz padnę na zawał - skomentowała Ola, stojąca jako jedyna tyłem do zespołu.
- W takim razie się odwróć - powiedziałam z niedowierzaniem przecierając oczy
Od tamtego momentu wszystko potoczyło się bardzo szybko. Dziewczyna bez wahania spełniła moją prośbę, a kiedy tylko ujrzała to co my po prostu upadła na twarz! Jako dobre przyjaciółki rzuciłyśmy się jej na pomoc. Ludzie zebrali się wokół nas i robili zdjęcia chłopakom, nikt jednak nie zechciał nam łaskawie pomóc. W tym całym chaosie udało mi się zauważyć jednak przerażone miny całego One Direction.
- Odsunąć się - ryknął ktoś przepychając się przez tłum w naszą stronę - Mam kurs pierwszej pomocy! - dopiero kiedy zobaczyłam jego twarz zorientowałam się, że głos należy do Louisa
Dobrze wiem, że nie było w tym wszystkim nic śmiesznego, ale po prostu nie potrafiłam powstrzymać śmiechu, gdy chłopak pochylił się nad Olą i zaczął delikatnie klepać ją po twarzy.
- Hej - delikatnie nią potrząsnął, a ja po raz kolejny wybuchłam śmiechem. Starałam się ignorować zabójcze spojrzenia jakie rzucali mi niektórzy. Szczerze to dzięki niespełnionej miłości Angelici byłam nieco doświadczona w niezauważaniu "złowieszczych zezów". Ku mojemu zdziwieniu po chwili wraz ze mną zaczął śmiać się Niall.
- Dobrali się. Oboje jesteście tak samo nienormalni. - zauważył Liam marszcząc brwi. Ta uwaga nieco mnie speszyła, ale nie powstrzymała mojego śmiechu.
- Idioci - burknęła pod nosem Ala
Całą tą "kłótnię" przerwała Ola kiedy wreszcie się ocknęła. Mówię wreszcie, bo moim zdaniem Lou za bardzo się z nią cackał. Gdybym to ja była na jego miejscu dziewczyna obudziłaby się w ciągu zaledwie kilku sekund.
- O mój Boże - wyszeptała patrząc w oczy swojemu wybawcy - A więc to nie sen? - spytała patrząc na nas
- Wygląda na to, że nie - odpowiedziała Angelica krzywiąc się
- Żyje ! Ona żyje - zaczął się nagle drzeć Louis - To ja ją uratowałem - napuszył się jak paw i zaczął pozować do zdjęć. Co za debil!
- Daj już spokój Tommo - Zayn szturchnął go by pomógł wstać Oli.
Wtedy między nami zapadła dość niezręczna cisza, podczas której mierzyliśmy się nawzajem spojrzeniami. Czy ja o czymś nie wiem, to jakiś konkurs? Milczenie przerwała Alicja:
- Czy was pojebało? - zaklęła wściekle - Waszym hobby jest nabijanie się z ludzi?
- Tak - powiedzieli chórem chłopcy, nawet nie zastanawiając się nad odpowiedzią.
W tamtym momencie na język cisnęły mi się słowa w stylu "Skontaktujemy się z naszymi prawnikami", ale jakaś inteligentna część mnie kazała mi się nie odzywać. Chyba dobrze, że jej posłuchałam.
- Gdybyście widziały swoje miny - Harry zaczął nas przedrzeźniać, a pozostała czwórka chłopców postanowiła pójść w jego ślady.
- Idioci - skomentowała Ola
- Chamy - dorzuciłam
- Może i tak, - na buzi Louisa wykwitł wredny uśmiech - ale będziecie musiały się jeszcze trochę z nami pomęczyć.
Popatrzyłyśmy najpierw na siebie, a później na nich pytającym wzrokiem.
- Witamy na naszej koloni !!! - krzyknęła cała piątka i wtedy poczułam jakbym to ja miała zaraz zemdleć.
Dobra ludziska. Rozdział jest.
Chcę Was bardzo, bardzo, bardzo mocno przeprosić za moją długą nieobecność. Jestem taka leniwa... Obiecuję Wam jednak dodawać rozdziały jak najczęściej!
Dalej. Podoba Wam się nowy wygląd bloga?
Komentujcie!!!
niedziela, 23 czerwca 2013
czwartek, 6 czerwca 2013
Rozdział 1
Hej. Dzisiaj notka ode mnie z początku, bo muszę wspomnieć o czymś ważnym. Jak pewnie zaraz zauważycie niektóre zdania napisane są pochyłą czcionką. Oznacza to, że zdania te wypowiadane były w języku angielskim. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was zbytnim utrudnieniem w czytaniu. Jeśli ktoś by miał jakiś pomysł jak to inaczej zrobić to proszę pisać !
Kolejna sprawa to, jak dla mnie, wiele wyświetleń. Mam nadzieję, że ani Z ani Y nie nabija ich specjalnie. Jeśli nie to wielkie dzięki każdemu kto wszedł i przeczytał !!!
To chyba wszystko, więc miłego czytania!!! Nie zapomnijcie o komentarzach ;P
*Oliwia*
Kolejna sprawa to, jak dla mnie, wiele wyświetleń. Mam nadzieję, że ani Z ani Y nie nabija ich specjalnie. Jeśli nie to wielkie dzięki każdemu kto wszedł i przeczytał !!!
To chyba wszystko, więc miłego czytania!!! Nie zapomnijcie o komentarzach ;P
*Oliwia*
Mknęłyśmy taksówką poprzez ulice Londynu. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę i raz po raz szczypałam się mocno w ramię by uświadomić sobie, że nie śnię.
- Jesteśmy - z zamyślenia wyrwał mnie głos kierowcy. Wyjrzałam przez okno, ale prócz tłumu ludzi nie widziałam kompletnie nic - To na pewno tutaj? - spytałam z powątpiewaniem
- Ja nie widzę tutaj żadnego muzeum - dorzuciła Ala, która zdążyła już wysiąść z auta
- Tak, na pewno - warknął mężczyzna - Idźcie cały czas prosto w górę ulicy, ja nie mogę już dalej jechać.
-Świetnie - mruknęłam niezadowolona pod nosem, wręczyłam kierowcy zwitek banknotów i podobnie jak moje przyjaciółki wyszłam z samochodu.
Musiałyśmy wyglądać komicznie - obładowane walizkami, torbami, plecakami i nie wiadomo czym jeszcze szłyśmy dość zatłoczoną ulicą. Ludzie zbyt często rzucali nam dziwne spojrzenia. Wszystkie moje uczucia, od zakłopotania do upokorzenia, Ola umieściła w trzech słowach :
- Co za wstyd. - każda z nas chcąc się z nią zgodzić wybuchła śmiechem
- Oj tam, przynajmniej będą wspomnienia - stwierdziła Angelica. Jak na komendę zaczęłyśmy śmiać się jeszcze głośniej. Był to "firmowy" tekst przyjaciółki, który zawsze okropnie nas bawił.
Dopiero po pół godzinie udało nam się dojść do muzeum. Droga wcale nie była długa, ale ciągłe napady głupawki i tłum ludzi w doskonały sposób uniemożliwił nam szybkie dotarcie do celu..
Weszłam do budynku z uporczywym pytanie w głowie - Co za idiota ustala Muzeum figur woskowych jako miejsce zbiórki? Okey, szczerze powiem, że naprawdę chciałam je zwiedzić, ale z walizkami? Nieco bez sensu. Po wejściu do środka wszystkie moje obawy jakby wyparowały. Znalazłyśmy się w dużym, jasnym i przestronny holu. Już na wejściu powitał nas sobowtór Michaela Jacksona. Tuż obok niego stał Barack Obama. Z lewe strony dostrzegłam kasy, a tuż obok ich wejście na wystawę.
- Kibel! - pisnęła Ala, a ja podążyłam za jej wzrokiem - Popilnujcie moich rzeczy - dodała i już jej nie było. My natomiast stałyśmy w trójkę, na środku przejścia nie wiedząc za bardzo co ze sobą zrobić. Na instrukcje nie czekałyśmy na szczęście długo. Po chwili podeszła do nas kobieta w średnim wieku o długich kasztanowych włosach i sztucznym uśmiechu. Miała na sobie czarną marynarkę i spódnicę za kolano, a w ręce trzymała kartkę.
- Witam - zaczęła - Nazywam się Mary Fisher i mam do was pytanie, mianowicie chcę wiedzieć jak się nazywacie. - spojrzała na nas wyczekująco.
Dopiero po kilku minutach zorientowałyśmy się o co chodzi.
- Aaa - zrozumiała Ola i szybko podała nasze nazwiska - Jedna jest w toalecie - dodała kiedy kobieta uniosła z powątpiewaniem brwi. Spojrzała w, jak się później dowiedziałam, listę uczestników koloni i rzekła:
- Doskonale. Nie mam zbytnio czasu, więc jeśli możecie to przekażcie koleżance to co teraz wam powiem - w tym momencie zgodnie pokiwałyśmy głowami - Od teraz macie 1,5 godziny na zwiedzenie Madame Tussauds. Wejście macie oczywiście za darmo. Proszę was o pozostawienie rzeczy w tamtym pomieszczeniu - gestem ręki wskazała na drugie drzwi na lewo od WC - Miłego zwiedzania - rzuciła na koniec po czym odeszła szybkim krokiem.
- Coś mnie ominęło? - usłyszałam za sobą głos Ali, więc odwróciłam się w jej stronę.
Pospiesznie powtórzyłyśmy dziewczynie wszystko czego się dowiedziałyśmy, odstawiłyśmy walizki do zastawionego już torbami oraz plecakami małego pomieszczenia i ruszyłyśmy zwiedzać.
-Świetnie - mruknęłam niezadowolona pod nosem, wręczyłam kierowcy zwitek banknotów i podobnie jak moje przyjaciółki wyszłam z samochodu.
Musiałyśmy wyglądać komicznie - obładowane walizkami, torbami, plecakami i nie wiadomo czym jeszcze szłyśmy dość zatłoczoną ulicą. Ludzie zbyt często rzucali nam dziwne spojrzenia. Wszystkie moje uczucia, od zakłopotania do upokorzenia, Ola umieściła w trzech słowach :
- Co za wstyd. - każda z nas chcąc się z nią zgodzić wybuchła śmiechem
- Oj tam, przynajmniej będą wspomnienia - stwierdziła Angelica. Jak na komendę zaczęłyśmy śmiać się jeszcze głośniej. Był to "firmowy" tekst przyjaciółki, który zawsze okropnie nas bawił.
Dopiero po pół godzinie udało nam się dojść do muzeum. Droga wcale nie była długa, ale ciągłe napady głupawki i tłum ludzi w doskonały sposób uniemożliwił nam szybkie dotarcie do celu..
Weszłam do budynku z uporczywym pytanie w głowie - Co za idiota ustala Muzeum figur woskowych jako miejsce zbiórki? Okey, szczerze powiem, że naprawdę chciałam je zwiedzić, ale z walizkami? Nieco bez sensu. Po wejściu do środka wszystkie moje obawy jakby wyparowały. Znalazłyśmy się w dużym, jasnym i przestronny holu. Już na wejściu powitał nas sobowtór Michaela Jacksona. Tuż obok niego stał Barack Obama. Z lewe strony dostrzegłam kasy, a tuż obok ich wejście na wystawę.
- Kibel! - pisnęła Ala, a ja podążyłam za jej wzrokiem - Popilnujcie moich rzeczy - dodała i już jej nie było. My natomiast stałyśmy w trójkę, na środku przejścia nie wiedząc za bardzo co ze sobą zrobić. Na instrukcje nie czekałyśmy na szczęście długo. Po chwili podeszła do nas kobieta w średnim wieku o długich kasztanowych włosach i sztucznym uśmiechu. Miała na sobie czarną marynarkę i spódnicę za kolano, a w ręce trzymała kartkę.
- Witam - zaczęła - Nazywam się Mary Fisher i mam do was pytanie, mianowicie chcę wiedzieć jak się nazywacie. - spojrzała na nas wyczekująco.
Dopiero po kilku minutach zorientowałyśmy się o co chodzi.
- Aaa - zrozumiała Ola i szybko podała nasze nazwiska - Jedna jest w toalecie - dodała kiedy kobieta uniosła z powątpiewaniem brwi. Spojrzała w, jak się później dowiedziałam, listę uczestników koloni i rzekła:
- Doskonale. Nie mam zbytnio czasu, więc jeśli możecie to przekażcie koleżance to co teraz wam powiem - w tym momencie zgodnie pokiwałyśmy głowami - Od teraz macie 1,5 godziny na zwiedzenie Madame Tussauds. Wejście macie oczywiście za darmo. Proszę was o pozostawienie rzeczy w tamtym pomieszczeniu - gestem ręki wskazała na drugie drzwi na lewo od WC - Miłego zwiedzania - rzuciła na koniec po czym odeszła szybkim krokiem.
- Coś mnie ominęło? - usłyszałam za sobą głos Ali, więc odwróciłam się w jej stronę.
Pospiesznie powtórzyłyśmy dziewczynie wszystko czego się dowiedziałyśmy, odstawiłyśmy walizki do zastawionego już torbami oraz plecakami małego pomieszczenia i ruszyłyśmy zwiedzać.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Prolog
*Oliwia*
- Ala! - pisnęła Angelica kiedy ujrzała idącą w naszą stronę przyjaciółkę. Wszystkie nieco niezdarnie przytuliłyśmy się, a potem zaczęłyśmy się dzielić najnowszymi rewelacjami z naszego życia (które nie było zbyt ciekawe). Przez wszystkie głosy przebił się krzyk Alicji:
- Znalazłam kolonię - zaczęła szczerząc się do nas - Taką naprawdę zajebistą!
- Gdzie? - spytałam od razu - I za ile? - znając dziewczynę ta kolonia mogła kosztować nagle kilka tysięcy...
- W Londynie - kąciki jej ust uniosły się do góry - Czaicie? W Londynie - dobitnie podkreśliła ostatnie słowo
- W Londynie? Serio? - nie mogłam powstrzymać uśmiechu
- Serio! - odpowiedziała
- Ja też się oczywiście cieszę, ale ile to kosztuje? - na ziemię sprowadził nas głos Oli
- A więc tak - zaczęła pomysłodawczyni - to jest naprawdę fajna kolonia. Będziemy mieszkać w czterogwiazdkowym hotelu, w pokojach są łazienki, będziemy zwiedzać miasto, będą lekcje gry na gitarze... - wyliczała
- Za ile to jest, Ala? - powtórzyła wcześniejsze pytanie Angelica. Jej stanowczy głos zmusił dziewczynę do udzielenia odpowiedzi
- Tym się akurat nie martwcie - zbyła wszystko niedbałym machnięciem ręki
- Czemu? - uniosłam brew patrząc na nią pytająco
- Bo wasi rodzice już zapłacili - roześmiała się
W tym momencie ja, Ola oraz Angelica popatrzyłyśmy na siebie zdziwione. Jestem pewna, że po głowie chodziły im te same myśli co mi.
Dlaczego nikt rodzice tego z nami nie skonsultowali?
Dlaczego nikt nam nie powiedział?
I czy to przypadkiem nie jest jakiś żart...
***
Wszystko okazało się na szczęście prawdą. Byłam tak cholernie szczęśliwa, że spędzę calutkie cztery tygodnie w Londynie... do tego z przyjaciółkami !!!
Miesiące czekania mijały jednak wolno. Zbyt wolno. Każdego dnia każda z nas myślała tylko o jednym - Londyn, Anglia !!! To nie jest sen.
Hejo. Jak widać prolog napisany ;)
Zaskoczyła mnie ilość wejść na tego bloga, zwłaszcza, że widzą o nim tylko dwie osoby... Czyżby ktoś go odkrył ;o
Niee, raczej nie.
Dobra drogie panie Y i Z. Pod tym mają być dwa komentarze, bo nie ujrzycie kolejnych części tego opowiadania ;D
- Ala! - pisnęła Angelica kiedy ujrzała idącą w naszą stronę przyjaciółkę. Wszystkie nieco niezdarnie przytuliłyśmy się, a potem zaczęłyśmy się dzielić najnowszymi rewelacjami z naszego życia (które nie było zbyt ciekawe). Przez wszystkie głosy przebił się krzyk Alicji:
- Znalazłam kolonię - zaczęła szczerząc się do nas - Taką naprawdę zajebistą!
- Gdzie? - spytałam od razu - I za ile? - znając dziewczynę ta kolonia mogła kosztować nagle kilka tysięcy...
- W Londynie - kąciki jej ust uniosły się do góry - Czaicie? W Londynie - dobitnie podkreśliła ostatnie słowo
- W Londynie? Serio? - nie mogłam powstrzymać uśmiechu
- Serio! - odpowiedziała
- Ja też się oczywiście cieszę, ale ile to kosztuje? - na ziemię sprowadził nas głos Oli
- A więc tak - zaczęła pomysłodawczyni - to jest naprawdę fajna kolonia. Będziemy mieszkać w czterogwiazdkowym hotelu, w pokojach są łazienki, będziemy zwiedzać miasto, będą lekcje gry na gitarze... - wyliczała
- Za ile to jest, Ala? - powtórzyła wcześniejsze pytanie Angelica. Jej stanowczy głos zmusił dziewczynę do udzielenia odpowiedzi
- Tym się akurat nie martwcie - zbyła wszystko niedbałym machnięciem ręki
- Czemu? - uniosłam brew patrząc na nią pytająco
- Bo wasi rodzice już zapłacili - roześmiała się
W tym momencie ja, Ola oraz Angelica popatrzyłyśmy na siebie zdziwione. Jestem pewna, że po głowie chodziły im te same myśli co mi.
Dlaczego nikt rodzice tego z nami nie skonsultowali?
Dlaczego nikt nam nie powiedział?
I czy to przypadkiem nie jest jakiś żart...
***
Wszystko okazało się na szczęście prawdą. Byłam tak cholernie szczęśliwa, że spędzę calutkie cztery tygodnie w Londynie... do tego z przyjaciółkami !!!
Miesiące czekania mijały jednak wolno. Zbyt wolno. Każdego dnia każda z nas myślała tylko o jednym - Londyn, Anglia !!! To nie jest sen.
Hejo. Jak widać prolog napisany ;)
Zaskoczyła mnie ilość wejść na tego bloga, zwłaszcza, że widzą o nim tylko dwie osoby... Czyżby ktoś go odkrył ;o
Niee, raczej nie.
Dobra drogie panie Y i Z. Pod tym mają być dwa komentarze, bo nie ujrzycie kolejnych części tego opowiadania ;D
Subskrybuj:
Posty (Atom)