poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 3

*Oliwia*  
     Szczerze mówiąc to było już dla mnie przegięcie. Przecież to miał być wymarzony czas, a nie calutkie cztery tygodnie użerania się z jakąś piątką idiotów.
     Najchętniej wróciłam bym do domu, do Polski, ale musiałam wykluczyć tą opcję. Rodzice zabiliby mnie za to, bo i tak wydali mnóstwo pieniędzy na ten obóz. Z resztą miałabym wracać z miejsca, w którym zawsze chciałam się znaleźć z powodu jakiejś bandy debili? Nie ma mowy.
- To twoja wina - całą frustrację postanowiłam przelać na Alę. Należało jej się - Zamawiasz jakieś dziwaczne kolonie, o których nic nie wiesz!!
- Uspokój się - Angelica złapała mnie za ramię - Nie może być przecież aż tak źle.
- Serio? Jesteśmy na koloni z One Direction!! Cudownie! - syknęłam
- Przecież mamy siebie, nie? - pocieszała Ola - Będzie bekowo.
     Przez te ich miłe słówka złościłam się jeszcze bardziej i gdyby nie mocny chwyt Angel już dawno wydrapałabym każdej z nich oczy.
     Dobra, pewnie bym tego nie zrobiła, ale cicho.
     Tak czy tak nic nie usprawiedliwiało ich wkurzającego zachowania.
     - O czym one mówią? - spytał Niall przypominając gdzie i Z KIM jestem
- A skąd mam wiedzieć? - Liam wzruszył ramionami
- Nic nie rozumiem - Blondyn zmarszczył czoło. W internecie najwidoczniej nie kłamią - on jest głupi.
- Może dlatego, że nie gadają po naszemu? - Zayn wzniósł oczy do nieba
- Mówcie po naszemu - rozkazał Niall - Nic nie rozumiemy.
- Spadaj - zmrużyłam wściekle oczy - Nie twój interes o czym gadamy.
- Jesteście na naszym obozie i macie mówić po angielsku - Blondyn zignorował czy raczej nie zauważył mojej złości
- Nie. Jestem z Polski i nie zabronisz mi mówić w moim ojczystym języku - uniosłam wyżej głowę. Zaraz po tym oberwałam w brzuch - Co ty odwalasz, Ala?
- Zamknij się - wycedziła przez zęby, a zaraz potem uśmiechnęła się milutko do zespołu - Nie zwracajcie na nią uwagi.
     Właśnie kiedy moje usta otwierały się by wypowiedzieć jakąś ciętą ripostę Harry spojrzał na zegarek i oświadczył, że czas się zbierać. Jak na komendę trójka chłopców ruszyła za nim, a z nami pozostał Zayn.
     - No to chodźcie po walizki - rzucił i ruszył w stronę wejścia , przepychając się między ludźmi robiącymi mu co chwilę zdjęcia.
- Z walizkami będzie problem - wymamrotałam wiedząc dobrze, że nasze bagaże były... więcej niż ciężkie.
- Co? - Brunet nie dosłyszał moich słów
- Nieważne - przewróciłam oczami - I tak zaraz sam zobaczysz.
     Kiedy doszliśmy do "schowka" na mojej twarzy gościł już złośliwy uśmieszek. Nie mogłam doczekać się miny Zayna. Wiem, wiem. Jestem wredna.
     Chłopak bez wahania, silnym szarpnięciem otworzył drzwi. W spokoju zapalił światło i... po prostu szczęka mu opadła. I to dosłownie.
- Ja pierdolę - zaklął - Nie jestem pewien czy to się zmieści... - zdenerwowany przeczesał palcami włosy i zaczął przestępować z nogi na nogę - Zadzwonię po kogoś - wreszcie go olśniło.
     Wyciągnął więc z kieszeni telefon i nie zwracając uwagi na nas płaczące ze śmiechu, wykręcił numer.



Rozdział jest, a ja muszę się przed Wami wytłumaczyć. Mam ogromną nadzieję, że wybaczycie mi moją długą nieobecność. No wiecie - są wakacje co oznacza wyjazdy, brak dostępu do neta itp.
Teraz jednak sugeruję wchodzić na bloga częściej, bo mam zamiar nadgonić moje zaległości :D

Jak zwykle mi wyszło do dupy, ale co tam. Może to potem poprawię.

Zapraszam do komentowania!!!

3 komentarze:

  1. Nie kłam.
    Jest dobrze napisany i nwm co od niego chcesz :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne. :P
    Poprzednio skomentowałaś moją książkę. Chciałam ci tylko przekazać, że to tylko części rozdziału 1. Nawet to pisze w tytule postu. :P
    I ty też bardzo fajnie piszesz. Podoba mnie się. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super kiedy następna częśc??

    OdpowiedzUsuń